ARCHIWUM FESTIWALU - 2008 r.
 
EDYCJA 2013 ARCHWIUM BIURO FESTIWALU
2008
 
wybierz edycję festiwalu:
 
 

 

 

Blues & Folk Festival 2008

Szczęśliwy (bo siódemka sprzyja wszystkim, co w nią wierzą) okazał się również tegoroczny festiwal bluesowy, rozszerzony o muzykę folkową, co zresztą znalazło miejsce w nazwie "Blues & Folk Festival Bydgoszcz 2008". Wzięła w nim udział czołówka bluesa i folku, a także wielu wykonawców, którzy w naszym mieście pokazali się po raz pierwszy. W czołówce niewątpliwie były to dwie panie: Maga Piskorczyk (przez trzy lata z rzędu najlepsza polska wokalistka bluesowa w ankiecie kwartalnika "Twój Blues") oraz Martyna Jakubowicz, kiedyś łączona z bluesem. Sama jednak odżegnywała się od tego, przyznając na spotkaniu w Empiku, że bardziej fascynowała ją muzyka folk (ta amerykańska, od Dylana, Seegera, Baez czy W. Guthrie'go). Niestety występy Magdy, koncertującej w Bydgoszczy po raz pierwszy we wspaniale rozwijającej się karierze, popsuła kiepska akustyka sali, czyli nowego klubu "Lizard King" (ładne i ciekawe wnętrze to jednak zbyt mało jak na klub muzyczny, akustyka jest w takim miejscu sprawą najważniejszą i oby szefowie "Lizard Kinga" o tym pamiętali. Było też trochę kłopotów z nagłośnieniem koncertu Martyny, ostatecznie jednak efekt przerósł największe oczekiwania, a publiczność gromkimi brawami pokazała, że doceniła zaangażowanie, umiejętności i radość grania muzyki, zarówno liderki, jak i towarzyszących jej młodych muzyków. Tego samego, czyli drugiego dnia festiwalu folkowo-bluesoego w "Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej" wystąpił również "Slidin' Tom B." z Pawłem Warszyckim (obaj - śpiewający gitarzysta i skrzypek reprezentowali Niemcy) oraz dziewięcioosobowy zespół z Mazowsza "Why Ducky?" (także po raz pierwszy w Bydgoszczy). Duet gitarowo - skrzypcowy bazował na starej muzyce bluesowo-countrowo-folkowej, zaś ten drugi, mocno wsparty instrumentami dętymi, w znacznym stopniu korzystał z innych stylów amerykańskiej muzyki rozrywkowej: soulu, funky i Rhytm & Bluesa.

Niezwykle atrakcyjnym sposobem pokazania obu gatunków, a więc i bluesa i folku, stała się również ekspozycja w Galerii Sztuki Ludowej Nieprofesjonalnej Wojewódzkiego Ośrodka Kultury rysunku Andrzej "Boj" Wojtowicza, wsparta interesującą pogadanką i wykonaniem kilkunastu bluesowych piosenek przez jego brata - Marka oraz wspólny wytęp finałowego dnia festiwalu bydgoskiej grupy Doktor Blues z polsko -angielską formacją "Busker Blues Project". Na estradzie zaimprowizowanej w kącie stylowej sali, muzycy zagrali na oryginalnych instrumentach takich jak: kazoo, połączonych ze sobą trzech trąbkach (zrobionych z obudów lamp), jednostrunowym basie sporządzonym z kija od szczotki i balii z gumowym dnem, metalowej tarce do prania, dzwoneczkach i walizce oraz tworzącymi z nimi dźwiekową symbiozę -skrzypcach i gitarach. Ten koncert mógł nie mieć końca, zwłaszcza że angielski muzyk - Stripey Howling Hancock, będący tego przedsięwzięcia zdecydowanym liderem, wyraził chęć pozostania w Bydgoszczy na zawsze. Grubo jednak po północy, zmęczony zszedł ze sceny. Dla uzupełnienia dodam, że na festiwalu wystąpiły także grupy "Outsider Blues" z Przeworska, VooDoo Soup z Suwałk (obie po raz pierwszy w Bydgoszczy), a także "Szulerzy", którzy z nową wokalistką zaprezentowali kilka piosenek z nowego albumu "Koniec tygodnia".

Bydgoski festiwal bluesowy, tak jak w poprzednich latach i tym razem również wędrował, odkrywając przed miłośnikami bluesa i folku nowe miejsca, a jeśli nawet nie wszystko w nich zagrało, to jestem pewien że za rok, zwłaszcza w "Lizard Kingu" może być tylko lepiej, czego życzę fanom i czytelnikom, a także sobie.

Zdzisław Pająk