ARCHIWUM FESTIWALU - 2005 r.
 
EDYCJA 2013 ARCHWIUM BIURO FESTIWALU
2005
 
wybierz edycję festiwalu:
 
 

 

 

„Monarchia Bluesa” – eksperyment czy nowa droga?

„Dziękujemy, dziękujemy” – tymi słowami, zgromadzona w bydgoskim klubie „Monarchia” publiczność, pożegnała ostatniego uczestnika „IV Bydgoskiego Festiwalu Bluesowego”, który trwał –po raz pierwszy w historii, i co było organizacyjnym eksperymentem - dwa dni w piątek 4-go i sobotę 5-go listopada. Impreza zresztą pewnie by się o drugiej w niedzielny poranek 6-go listopada nie skończyła, gdyby nie wyraźne zmęczenie i widzów, i przede wszystkim muzyków grupy „Cree”, a zwłaszcza charyzmatycznego solisty – wokalisty, gitarzysty – Sebastiana Riedla. ...Tak się jakoś złożyło, że jesteśmy pierwszy raz w Bydgoszczy, ale na pewno nie ostatni – powiedział mi do radiowego mikrofonu, tuż przed swoim występem, a ja w to wierzę. I myślę sobie, że tak jak inny festiwal bluesowy w regionie „Toruński Mityng”,od lat, tradycyjnie kończy występ grupy „Dżem”, to może festiwal bydgoski od czwartej edycji po wsze czasy kończyć będzie właśnie grupa „Cree”, tak owacyjnie w tym roku przyjęta. Może warto o tym pomyśleć...

Bardzo udany występ śląskiego zespołu, którym kieruje syna legendarnego Ryśka Riedla, zespołu który niedawno obchodził dziesięciolecie, z tej okazji zresztą wydał płytę „Parę lat”, był ostatnim na tegorocznym bydgoskim festiwalu, który moim zdaniem, wspaniale się rozwija, pod względem artystycznym, jak też wzbudza coraz większe zainteresowanie odbiorców muzyki, w tym roku, nie tylko bluesowej, ale też odwołującej się do innych gatunków, na przykład rock’n’rolla, dziecka bluesa - jak to przed laty trafnie określił Muddy Waters, ojciec chicagowskiego bluesa. Ale wracając do bluesa w czystej, wręcz źródłowej postaci – bluesowe standardy, głównie Roberta Johnsona, króla gitary slide i bluesa z Delty, bardzo sumiennie i ciekawie, przedstawiło trio „Yellow Cab”, czyli Wojtek Hamkało (gitary i śpiew), Bogdan Rypina (harmonijka ustna), Andrzej Wyrwicki (kontrabas). Zwracałem przede wszystkim uwagę na jednego z laureatów ostatniego Bydgoskiego Mityngu Harmonijkowego, Bogdana Rypinę, któremu nagroda na sierpniowym mityngu wiele pomogła; nabrał pewności siebie, dźwięk jego harmonijki jest mocniejszy, solówki, choć nadal spontaniczne i nie zawsze zachwycające, stały się wyraźniejsze i bardziej pasują do gitarowego grania lidera tria – Wojtka Hamkało. Drugim zespołem, który na bydgoskim festiwalu przedstawił swoją wizję akustycznego bluesa był „Blue Sounds”, czyli: Joanna Karkoszka (śpiew), Aleksandra Siemieniuk (gitary) i Tomasz Karkoszka (instrumenty rytmiczne – werbel i talerze). Trio z Włocławka (choć Ola Siemieniuk mieszka teraz w Warszawie), obok bluesowych standardów z odległej przeszłości, zagrało własne utwory, utrzymane w stylistyce akustycznego, „korzennego” bluesa. Wiele z nich „Blue Sounds” utrwalił na płycie, która powinna ukazać się jeszcze w tym roku. Sporo akustycznego bluesa, w tym także standardy, rozbrzmiewało podczas występu duetu „Double Six” (Jacek Herzberg – gitara, śpiew; Karol Szymanowski – wibrafon i marimba), wzmocnionego przez Jędrzeja Kubiaka, multi instrumentalistę, młodego człowieka, który o gitarze, zwłaszcza jej odmianie nazwanej „dobro” wie wszystko i umie bardzo wiele. Połączenie młodości Kubiaka z doświadczeniem Herzberga i Szymanowskiego, dało wynik zadowalający, choć i im przydarzyło się parę drobnych błędów. Jednak w sztuce tworzonej na żywo, zdarzać się mogą większe nieporozumienia.

Sporo napisałem o akustycznych produkcjach na „IV Bydgoskim Festiwalu Bluesowym”, bo ta odmiana nie cieszy się zainteresowaniem na jakie zasługuje, i niestety widać to było podczas występów „akustyków” na pustawej sali klubu „Monarchia”. A przecież nie byłoby elektrycznego bluesa, gdyby na Południu USA, w delcie Mississippi i na bawełnianych polach, nie powstała jego solowa, akustyczna odmiana zwana „country-bluesem”.

Zatem teraz o elektrycznym, ekscytującym, naładowanym energią bluesie chicagowskimi blues-rocku, bo obydwa te bliskie sobie nurty wywołały największe zainteresowanie, przedstawiło je też najwięcej zespołów, poczynając od „Kasy Chorych”, z Białegostoku, obchodzącej w grudniu jubileusz 30-lecia. Na festiwalu „Kasa” przypomniała utwory stare, sięgające do początków działalności, jeszcze z Ryśkiem „Skibą” Skibińskim, jak też oparte na bluesie, boogie i rock’n’rollu piosenki z ostatniej płyty „Rythm & Puls”. Były to dwie różne „Kasy” – pierwsza brzmiała jak zespół z lat siedemdziesiątych, w czym wyraźnie pomógł bydgoski harmonijkarz, nota bene kontynuator szkoły „Skiby” – Michał „Cielak” Kielak. I ta właśnie „Kasa”, w widzach wzbudziła wielkie emocje. Współczesne piosenki, o wyraźnie zarysowanej melodii, przemyślane aranżacyjnie i na festiwalu wykonane bardzo sprawnie, nie podobały się aż tak bardzo. Może to efekt braku ich osłuchania, gdyż płyty „Kasy” mimo, że wydanej kilka miesięcy temu, nie sposób posłuchać na radiowych falach, opanowanych przez zupełnie inną muzykę, często schlebiającą dość kiepskim gustom.

Z grających podobnie do „Kasy” zespołów, tworzących swą muzykę na bazie bluesa, rocka i boogie, na IV Festiwalu Bluesowym wystąpiła grupa z Ciechocinka „Zdrowa Woda”, która przypomniała swoje wielkie przeboje, min. „Piwo” i „Wino”, przedstawiła też piosenki z nowej płyty „Między mężczyzną a kobietą”. Ten występ podobał się bardzo, choć powtórzyła się sytuacja sprzed roku, gdy „Zdrowa Woda” grała bardzo późno, niemal do pustej sali.

O trzy lata starszy od „Zdrowej Wody” (w tym roku obchodzi 20-lecie), zespół „Tortilla”, skrócił nazwę i zmienił skład; to drugie, okazało się zabiegiem bardzo korzystnym. W wykonaniu toruńskiej formacji oklepane, zdawałoby się, standardy jak i nowe piosenki Maurycego Męczekalskiego i jego nowych kolegów, z płyty przygotowywanej na wiosnę przyszłego roku, zabrzmiały świeżo, energetycznie i interesująco.

Na koniec kilka zdań o gospodarzu „IV Bydgoskiego Festiwalu Bluesowego”, grupie „Green Grass”, kierowanej przez gitarzystę, wokalistę i kompozytora, twórcę i głównego organizatora „Monarchii Bluesa”, jak nazwano ten festiwal. Po raz kolejny Herzberg i jego koledzy zaskoczyli widzów i swoich fanów. Po pierwsze tym, że Jacek nie śpiewał, jego rolę przejął gość specjalny, znany w Bydgoszczy i nie tylko frontman interesującej jazz-rockowej formacji „The Ślub” – Wacek Węgrzyn; w ostatnich dniach laureat konkursu na interpretację piosenki Krzysztofa Klenczona na I Festiwalu „Pejzaż bez Ciebie”, poświęconym twórczości artystów, którzy na zawsze odeszli ( pierwsza edycja poświęcona była właśnie Klenczonowi). Po drugie zaś, muzyką. Podporządkowana nowemu wokaliście, muzyka zespołu „Green Grass” zbliżyła się do amerykańskiej psychodelii rockowej w stylu „The Doors” (Węgrzyn jest wielkim fanem Jima Morrisona, legendarnego frontman tego zespołu), tym samym dość daleko odeszła od chicagowskiego bluesa, z którym bydgoski zespół „Green Grass” był przez wiele lat utożsamiany. W sztuce, jednak (nawet tzw. rozrywkowej), trzeba się rozwijać, poszukiwać nowych rozwiązań, szukać nowych doświadczeń, silić się na nowe eksperymenty, nawet wtedy, gdy nie do końca przekonują one fanów. Trzeba to, myślę, robić nawet wtedy, gdy nowa droga, okaże się ślepym zaułkiem, zawsze bowiem można powrócić do źródła i zaczerpnąć z niego wody, która jednak smakuje już inaczej...

Zdzisław Pająk