ARCHIWUM FESTIWALU - 2004 r.
 
EDYCJA 2013 ARCHWIUM BIURO FESTIWALU
2004
 
wybierz edycję festiwalu:
 
 

 

 

IMPRESJE Z TRZECIEGO FESTIWALU BLUESOWEGO
W BYDGOSZCZY

Przyznam, że parę miesięcy temu, kiedy mijały kolejne terminy, przestałem wierzyć w to, iż „Bydgoski Festiwal Bluesowy” w tym roku się odbędzie. Wielkim więc zaskoczeniem była informacja, jaką przed paroma tygodniami przekazał mi twórca i organizator festiwalu, lider bydgoskiego środowiska bluesowego, Jacek Herzberg, że w klubie „Kuźnia” bydgoskiej publiczności zaprezentują się wykonawcy z regionu, no i że starczy też czasu i pieniędzy na zaproszenie kogoś zasłużonego dla tej muzyki w Polsce. …Stało się to zaś dzięki pomocy władz miasta, z prezydentem Dombrowiczem na czele – dodał Herzberg.

7 listopada (w dniu, który jeszcze kilkanaście lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić jako dobry termin do organizacji imprezy z muzyką, która zrodziła się nie na wschód lecz daleko na zachód od Polski) parę minut po siedemnastej, w klubie wypełnionym publicznością (nie ukrywam to pozytywne zaskoczenie) Jacek Herzberg ze swoją grupą „Green Grass” rozpoczął, tak przeze mnie i jak się okazało przez wielu Bydgoszczan oczekiwaną trzecią edycję „Bydgoskiego Festiwalu Bluesowego”. „Green Grass” rozpoczął od własnych piosenek, wprawdzie wywodzących się z bluesa, lecz dość już odległych od tradycji klasycznego„12 taktowca”. …Te nowe piosenki znajdą się – jak to przyznał Herzberg – na następnej płycie zespołu. Powstaje ona od kilku miesięcy, ale na ostateczną realizację i artystyczny „szlif” potrzeba jeszcze trochę czasu i pieniędzy…Życzę, aby jednego i drugiego nie zabrakło. Może zresztą znajdą się dobroczyńcy, którzy w tych trudnych czasach wspomogą Jacka i muzyków „Green Grassu”. Naprawdę warto, aby piosenki takie jak choćby „Blues dla Majki”, przypominający zmarłą wiele lat temu, zasłużoną dla tej muzyki autorkę cyklu audycji w „Trójce”(przybliżały one młodzieży nagrania mistrzów bluesa), na trwałe pozostały w społecznej świadomości.

Po zespole „Green Grass” na estradzie klubu „Kuźnia” wystąpił bydgoski weteran bluesa – Andrzeja Talaśka, tym razem jako solista. ..Trudno dziś utrzymać zespół, postanowiłem więc opracować na gitarę i głos kilka tematów Erica Claptona i Jerry’ego Ricksa, mało znanego, lecz wartego poznania artysty z Filadelfii – zwierzył się Andrzej. Jego występ, choć niknął czasami w gwarze docierających do „Kuźni” spóźnialskich, zupełnie zasłużenie, spotkał się z ciepłym odbiorem.

Następny wykonawca - Jurek Paterski z zespołem „C Club” zupełnie nieoczekiwanie ogromnie zaskoczył fanów bluesa. Pięćdziesiąt lat temu połączenie w studiu Sama Phillipsa w Memphis „czarnej” Rhythm’n’Bluesowej ekspresji z „białymi” Countrowymi” nutkami, dało początek gatunkowi muzyki rozrywkowej nazwanemu „Rock’n’Rollem”, stało się też wstępem do kariery „króla” Elvisa Presley’a. Podczas występu Jurka Paterskiego odżyły czasy studia „Sun Records”, a także okres późniejszy, przełom lat 60 i 70, kiedy na światowych rynkach płytowych królowało brzmienie „swamp-rocka”, jak nazwano styl nakreślony wtedy przez amerykańską grupę „Creedence Clerawater Revival”. Występ Paterskiego i jego zespołu „C Club” wzbudził żywe zainteresowanie publiczności, i to poczynając od pierwszego utworu - oryginalnego, mollowego opracowania „Tulsa Time”, tematu znanego min. z wykonań Claptona, aż po rozkołysaną, bardzo znaną piosenkę „Proud Mary” czyli opowieść o „Dumnej Maryśce”, statku kursującym po rzece Mississippi, nad brzegami której narodził się tradycyjny blues z Delty. Podobały się zarówno rock’n’rollowa energia, jak też countrowe melodie i bluesowe w nastroju nutki.

Temperaturę rozgrzanej sali podniósł następny, czwarty uczestnik festiwalu – zespół „Szulerzy” z Inowrocławia, bardzo pieczołowicie trzymający się bluesowej konwencji nakreślonej przez chicagowskich mistrzów, a wcielonej w życie w Europie przez „białe”, brytyjskie zespoły z „Fleetwood Mac” na czele. „Szulerów” chwaliłem trzy lata temu, gdy debiutowali na „I Bydgoskim Festiwalu Bluesowym”. Teraz jest to już zespół bardzo stylowy, dojrzały, muzycznie doskonały. Jego lider – Marcin Szulkowski znakomicie gra na gitarze – zarówno techniką tradycyjną jak i „slide” czyli „ślizgając” pod strunach metalową rurką. „Szulerzy” zresztą to nie tylko Marcin, to również bardzo sprawna sekcja rytmiczna (bas, perkusja), drugi solista, mistrz ustnej harmonijki – Michał „Cielak” Kielak oraz świetnie śpiewająca, tańcząca i bardzo medialna wokalistka, od roku razem z „Szulerami” – Ola Więtczak.
Występ „Szulerów” był na z pewnością jedną z największych atrakcji „III Bydgoskiego Festiwalu Bluesowego”, obok kończącego tę imprezę, grubo po północy, koncertu „Zdrowej Wody”. Wytrwałem do końca, nawet nie dlatego, że musiałem i ogromnie żałuję, że ten najlepszy na festiwalu zespół – jak, nie bez racji stwierdził jeden widzów – obejrzało niewiele ponad trzydzieści osób. Klub „Kuźnia” pustoszał bowiem z każdą chwilą występu, co zrozumiałe o tyle, że pora była późna, no i wielu fanom muzyki, radość z zabawy mąciła myśl o wstaniu do pracy wczesnym rankiem w poniedziałek. Aby uniknąć takiej sytuacji za rok – „IV Bydgoski Festiwal Bluesowy” proponuję, by odbył się w sobotę, w wieczór poprzedzający dzień wolny.

Z kronikarskiego obowiązku odnotować należy jeszcze występ na festiwalu bydgoskiego zespołu „The Kashmir”, jednego z laureatów „Muzycznego Ogrodu 2004”, tegorocznej edycji imprezy, którą od ośmiu lat na okres wakacji letnich przygotowuje Wojewódzki Ośrodek Kultury (także organizator „III Bydgoskiego Festiwalu Bluesowego”) oraz szkoda, że niezbyt jednak udany koncert Miry Kubasińskiej i duetu „After Blues”. Choć niewątpliwie na jego jakość wpływ miała utarczka artystów przed koncertem z jednym z chamsko zachowujących się widzów. Ale i tak na tym występie, a zwłaszcza podczas wykonanej przez samą Mirę na koniec „Czy mnie jeszcze pamiętasz” Czesława Niemena, zwilgotniało wiele oczu, odżyły też wspomnienia. Myślę zresztą, że widzowie trzeciej edycji „Bydgoskiego Festiwalu Bluesowego”, za kilka miesięcy pamiętać będą, tylko najlepsze chwile i występy najlepszych. No i z niecierpliwością czekać będą na IV festiwal.

Zdzisław Pająk