ARCHIWUM FESTIWALU - 2002 r.
 
EDYCJA 2013 ARCHWIUM BIURO FESTIWALU
2002
 
wybierz edycję festiwalu:
 
 

 

 

1. EDYCJA BYDGOSKIEGO FESTIWALU BLUESOWEGO
- BYDGOSZCZ 2002 r.


Pierwszy w Europie klub bluesowy otwarto 17 marca 1962 roku. Kluby, w których porywającą, fascynującą muzykę grano w Londynie, a potem  całej Anglii, rosły jak grzyby po deszczu. I choć blues przeżywał różne okresy – większej i mniejszej popularności -przez te 40lat towarzyszyła mu,także w Bydgoszczy, wierna grupa wyznawców, muzyków i słuchaczy. I nieprzypadkowo, w 40 rocznicę tamtego,wspomnianego koncertu w klubie „Ealing” - 17marca 2002 roku, na I Bydgoskim Festiwalu Bluesowym fani tej muzyki w Bydgoszczy spożyli owoce z ziarna, które rozsiał wtedy Alexis Korner.

Na pomysł tej imprezy wpadli Paweł Kranc i Jacek Herzberg, animator kultury muzycznej, muzyk grupy „Green Grass” słusznie uważany w Bydgoszczy za lidera miejscowego środowiska bluesowego.

Aby go zrealizować, wraz z Pawłem zdobył przychylność sponsorów i opiekunów. Dzięki temu w niedzielę 17 marca w klubie „Savoy” zabrzmiały pierwsze dźwięki I Festiwalu Bluesowego w Bydgoszczy,  zaś po blisko pięciu godzinach, około 23 mogli już z czystym sumieniem powiedzieć – udało się... po pierwsze dlatego, że na imprezę przyszło tego dnia ponad dwustu widów. Udanie spędzili oni czas obserwując występy pięciu zespołów z regionu kujawsko-pomorskiego. Jednak na sukces festiwalu złożyły się ponadto  - pokazana różnorodność stylistyczna bluesa, wszechstronność wykonawców i ich wysoki artystyczny poziom. Było co oglądać i czego słuchać. Poczynając od akustycznego  duetu toruńsko-włocławskiego, który tworzyli wokalista Wojciech Hamkało oraz harmonijkarz Tomasz Kalemba. Rozpoczęli festiwalowy wieczór od znanego tematu Sonny'ego Boy'a Williamsona „Good Morning Little Schoolgirl”, potem zagrali kilka innych, równie starych bluesowych pieśni w akustycznej aranżacji.

Doskonale zaprezentował się następny uczestnik bydgoskiego festiwalu – grupa „Szulerzy” kierowana przez Marcina Szulkowskiego, syna znanego w Inowrocławiu animatora muzyki- Zbigniewa. Solistkę „Szulerów” można z czystym sumieniem nazwać wielką nadzieją polskiej wokalistyki. I to nie tylko dlatego, że w kraju niewiele dziewcząt interesuje się muzyką bluesową, ale również ze względu na spore umiejętności Małgosi Niezborała, jej mocny głos i ciekawa jego barwę a także na to, że nie interesują jej współczesne przeboje muzyki „pop” które od rana do nocy rozbrzmiewają na falach eteru, a jeśli już myśli o przebojach,  to raczej tych z bluesowym lub rockowym zacięciem. Stąd w repertuarze „Szulerów” znalazł się song znany z repertuaru brytyjskiej białej grupy „Chicken Shack” oraz Ety James - „I'd Rather Go Blind”. Na festiwalu w Bydgoszczy, obok śpiewu Małgosi, zachwyciła mnie gra Marcina Szulkowskiego. Ciemna barwa jego gitary dodawała wyjątkowego smutku tej pieśni o przegranej miłości.

Po entuzjastycznie przyjętym przez publiczność występie zespołu „Szulerzy”, na estradzie zagrali bydgoscy muzycy pod kierunkiem cenionego w miejscowym środowisku Andrzeja Talaśki. Grupa „Talizman Blues” ma za sobą występy na festiwalach w Warszawie, Jarocinie i Katowicach, a w 2001 roku zagrała debiutancki album „Zmieniam się”. Na festiwalu przedstawiła z niego parę piosenek. I choć trudno było zarzucić muzykom grupy brak doświadczenia i zgrania, ich występ przeszedł bez wielkiego echa...

Zupełnie inne wrażenie pozostawił na festiwalu bydgoskim zespół „Green Grass”. Na scenie bluesowej działa on ponad dziesięć lat, ma na koncie własną płytę -”Tańcz z Nami”, nagraną w studio Radia PiK, zagrał też na kilku festiwalach, w tym na najważniejszym - „Rawa Blues” w Katowicach, towarzyszył w w występach w Polsce m.in.. cenionemu brytyjskiemu muzykowi Dave'owi Kelly'emu. O kilku miesięcy  pięciu muzyków podstawowego składu  - gitarzystę, harmonijkarza, pianistę, basistę i perkusistę wspomaga sekcja dęta (dwie trąbki  i puzon). Jak dobry był to pomysł pokazał występ grupy Green Grass na bydgoskim festiwalu. Sekcja dęta wzbogaciła pulsującą muzykę Herzberga i jego kolegów, wzmocniła brzmienie i dodała zapału pozostałym muzykom, którzy popisywali się tego dnia znakomitymi solówkami, dzięki czemu widzowie byli świadkami znakomitego koncertu,a piosenki zespołu – znane wielu fanom ubrane zostały w nową, atrakcyjną szatę. Podobał się ten występ tak bardzo,że „Green Grass” był jedynym wykonawcą festiwalu, który bisował, grając zresztą na koniec w oszałamiającym tempie,słynny standard bluesowy „Caldonia”. Wspaniały dzień mieli wszyscy muzycy bydgoskiego zespołu, ale zwracał uwagę swoją formą harmonijkarz – Michał Kielak. Przy jego pełnym wigoru akompaniamencie i porywający solówkach ręce same składały się do oklasków.

I Bydgoski Festiwal Bluesowy mógł zadowolić najbardziej nawet wybrednych fanów bluesa. Zapewne z niecierpliwością czekać będą oni na następną imprezę – za rok. A o tym, że się odbędzie – zapewniali wszystkich na koniec festiwalu jego organizatorzy z Wojewódzkiego Ośrodka Kultury w Bydgoszczy i klubu Savoy.

Zdzisław Pająk

 

„Savoy” w stronę bluesa czyli.... I Bydgoski Festiwal Bluesowy

Bydgoszcz miastem festiwali?! W tym stwierdzeniu nie ma chyba zbytniej przesady. Mamy przecież festiwal operowy, ze 2 lub 3 festiwale muzyki poważnej, jesienno-jazzowy też się znajdzie, a teraz przybył nam festiwal bluesowy. Na razie skromny – jeśli chodzi o obsadę i rangę uczestników – ale rokujący nadzieje na przyszłość. Tak przynajmniej możns sądzić po pierwszej jego edycji.

Miłośnicy bluesa, których jak się okazuje w naszym mieście niemało, mieli swoje święto w minioną niedzielę. Punktem zbornym był dla nich klub „Savoy” znany m.in. Z prowadzenia cyklicznych imprez muzycznych”Krok w Rock”. Przy organizacyjnym współudziale Wojewódzkiego Ośrodka Kultury pierwszy Bydgoski Festiwal Bluesowy ruszył o godz. 18:00. O tej właśnie porze na scenie pojawił się duet Hamkało & Kalemba. To akustyczne duo (gitar, harmonijka) zaprezentowało kilka starych, korzennych bluesów, podanych ze znawstwem i pietyzmem oryginałów. Słuchając ich można było odnieść wrażenie, że obaj torunianie świetnie radzą sobie z twórczością Big Billa Broonzy, Willie Browna czy Roberta Johnsona.
Jak różnorodnym stylem- wbrew pozorom - jest blues okazało się podczas występu grupy Szulerzy z Inowrocławia. Tym razem ze sceny zaczęły dociera żywsze, zelektryfikowane dźwięki o większej dynamice, umiejscawiające ich propozycje bliżej rhytm'n' bluesa. W repertuarze zespołu, prowadzonego przez gitarzystę Marcina Szulkowskiego, znalazły się numery klasyczne, np. „I'd Rather Go Blind” jak i całkiem niezłe kompozycje własne. Jedne i drugie zostały bezbłędnie zaśpiewane przez Małgosię Niezborałę, niewysoką dziewczynę o dużym głosie.

Występ kolejnej formacji mógłbym pominąć milczeniem. Z kronikarskiego jednak obowiązku nadmienię, iż zespół Talizman Blues przez niemal godzinę niemiłosiernie przynudzał, prezentując się w repertuarze swojego lidera Andrzeja Talaśki. W utworach tych było coś z estetyki grupy Breakout, niestety poziomem nie dorównywały pierwowzorowi. Podobać się mogły jedynie partie solowe obu gitarzystów.

O tym, jak korzystnie zmieniła się atmosfera w „Savoyu” wraz ze zmianą wykonawcy, mogłaby zaświadczyć chyba cała festiwalowa publiczność. Dość minorowe nastroje zdecydowanie poprawił zespół Green Grass. Zaczęli z impetem i na luzie niczym Blues Brothers. Co prawda ich sceniczny image nie kojarzył się z tą słynną grupą, ale repertuar jak najbardziej. Tym bardziej, że w składzie zespołu gościnnie pojawiła się sekcja dęta. Trzeba podkreślić, że nawet w czasie wykonywania spokojniejszych utworów, w kreowanych przez muzyków dźwiękach ciągle coś iskrzyło, a to parte harmonijki, a to fortepianowe pasaże, innym razem gitarowe solówki. Zespół Jacka Herzberga (notabene jednego z inicjatorów festiwalu) otrzymał zasłużone brawa.
W finale pierwszej edycji Bydgoskiego Festwalu Blueowego wystąpił bodaj najbardziej znany wykonawca, zespół Tortilla Flat. Jego interpretacje własnych kompozycji utrzymanych w stylu chicagowskiego bluesa, jak i wersje uznanych standardów budziły uznanie słuchaczy i respekt pozostałych uczestników imprezy. Pełen profesjonalizmu, ale też ciepła – tak potrzebnego do właściwego pożywania bluesowej strawy- był udanym zamknięciem ponad 4-godzinnego muzycznego maratonu.

Andrzej Szczepkowski